Amerykański sen a rzeczywistość. Tragedia na ulicach

Amerykański sen miał być obietnicą, że ciężka praca wystarczy, by zapewnić sobie dostatnie życie. W Los Angeles ta opowieść zderza się z rzeczywistością. W cieniu palm, studiów filmowych i luksusowych butików ciągną się kilometrami rzędy namiotów. Bezdomność dotyka całych Stanów Zjednoczonych, ale to właśnie Kalifornia od lat pozostaje symbolem skali tego kryzysu.

Przejdźmy się głównymi ulicami miasta aniołów. Szybko burzą się nasze wyobrażenia o obszarze znanym z Hollywood i czerwonych dywanów. Chodniki zajmują namioty ustawione jeden obok drugiego. Na pierwszy rzut oka przypomina to jakiś strajk. Idąc wzdłuż ulicy, widzimy także sterty ubrań i przypadkowych rzeczy, jakieś prowizoryczne kuchnie. Ktoś rozpala niewielkiego grilla. Inny rozwiesza pranie między znakami drogowymi. Kilka metrów dalej dwóch Afroamerykanów rozmawia ze sobą na chodniku, przekładając duże kartony. Przechodząc obok nich, uśmiechają się do mnie z życzliwością i spokojem, jak sąsiedzi domków jednorodzinnych.

Coś wydaje się nie w porządku…

Ludzie z wózkami, często okryci kocami. Półnagi młody mężczyzna na szpilkach z tatuażami. Ktoś śpi przy krawężniku, zwinięty w kłębek. Inny prowadzi ożywioną rozmowę, choć wokół nie ma nikogo. Zwykle bezdomni nie zwracają zupełnie uwagi na przechodniów. Ludzie traktują ich jakby byli częścią ulicy. Niektórzy wydają się nawet zaskoczeni, że na nich patrzę.

Idąc Aleją Gwiazd w Hollywood i szukając wzrokiem nazwisk ulubionych artystów, natykam się późnym wieczorem na postać, która wzbudza we mnie niepokój. Owinięta w czerń sylwetka, obserwowała mnie przykucnięta na wysokim piedestale pomnika, niczym czarna puma gotowa do skoku. Ostrożnie szłam dalej. Mężczyzna w ogóle się nie poruszył, śledziły mnie jedynie jego oczy. Próbowałam się uśmiechnąć, pomachać, jednak nic nie wywołało reakcji. Sprawiał wrażenie, jakby nie był z tego świata, jakby był utkwiony jedynie we własnym.

Podobne sceny nie należą w Los Angeles do rzadkości. Spacerując ulicami po zmroku, można natknąć się na skutki uzależnień, prostytucję, ludzi rozmawiających sami ze sobą czy osoby pogrążone w kryzysie psychicznym. To widok zaskakująco powszechny jak na miasto, które dla wielu pozostaje symbolem sukcesu i spełnionego amerykańskiego snu. Jak rozumieć fakt, że słynne Los Angeles – wizytówka Ameryki, nazywana również kulturalną mekką i Światową Stolicą Rozrywki – wciąż nie radzi sobie skutecznie z tym problemem?

Dlaczego właśnie Kalifornia ma najwięcej bezdomnych w Stanach?

Kalifornia od lat znajduje się na czele amerykańskich statystyk bezdomności, a problem z roku na rok staje się coraz bardziej widoczny.

Przyczyn jest kilka. Stany Zjednoczone należą do najbogatszych państw świata, ale jednocześnie cechują się jednymi z największych nierówności społecznych wśród krajów rozwiniętych. Dla części mieszkańców utrata pracy, problemy zdrowotne czy gwałtowny wzrost kosztów życia mogą oznaczać utratę stabilności finansowej, a w konsekwencji również dachu nad głową.

Znaczenie ma także system wsparcia społecznego, który funkcjonuje inaczej niż w wielu krajach Europy. W Stanach Zjednoczonych nie ma powszechnej, bezpłatnej opieki zdrowotnej dla wszystkich obywateli, a koszty leczenia potrafią być bardzo wysokie. Utrata pracy często oznacza nie tylko utratę dochodu, ale również problemy z dostępem do ubezpieczenia zdrowotnego. Osoby bezdomne mogą korzystać z części programów pomocowych, a w nagłych przypadkach szpitale mają obowiązek udzielić pomocy, jednak nie dotyczy to przewlekłych schorzeń, chorób psychicznych i tym podobnych.

Nie bez znaczenia są również ceny nieruchomości. W wielu częściach Kalifornii koszty najmu należą do najwyższych w kraju. W efekcie nawet niewielki kryzys życiowy może sprawić, że część mieszkańców nie będzie w stanie utrzymać mieszkania. Jak mówi nam Luis, wieloletni mieszkaniec Los Angeles:

Wielu ludzi, przyjeżdża do LA z wizją znalezienia pracy, nawet dostania małej roli w filmie. Warunki do wynajmowania jednak są tak trudne, że po dwóch tygodniach lądują na ulicy i z czasem zaczynają wariować. Musiałem sprowadzać rodziców dziewczyny właśnie w takiej sytuacji, aby ją zabrali do domu.

Sytuacja związana z bezdomnością w Kalifornii jest jednym z największych problemów społecznych tego stanu. Według danych z 2021 roku w Kalifornii żyło ponad 160 tysięcy osób bezdomnych, co stanowiło blisko 27 proc. wszystkich osób pozostających bez dachu nad głową w Stanach Zjednoczonych. Między 2016 a 2022 rokiem liczba ta systematycznie rosła.
Jedną z głównych przyczyn bezdomności w Kalifornii są wysokie koszty życia. Mieszkania w miastach takich jak San Francisco, Los Angeles czy San Diego należą do najdroższych w kraju, przez co wielu mieszkańców nie jest w stanie pozwolić sobie na ich wynajem. Rosnące ceny nieruchomości sprawiają, że część osób trafia do schronisk, mieszka w samochodach lub ostatecznie ląduje na ulicy.

Przyczyną problemu są również nierówności społeczne i sytuacja na rynku pracy. Wiele osób zatrudnionych w sektorze usług, gastronomii czy opieki zarabia zbyt mało, by samodzielnie utrzymać mieszkanie, szczególnie w najdroższych częściach stanu.
Znaczenie ma także system wsparcia społecznego, który funkcjonuje inaczej niż w wielu krajach Europy. W Stanach Zjednoczonych nie ma powszechnej, bezpłatnej opieki zdrowotnej dla wszystkich obywateli, a koszty leczenia potrafią być bardzo wysokie. Utrata pracy często oznacza nie tylko utratę dochodu, ale również problemy z dostępem do ubezpieczenia zdrowotnego.

Osoba bezdomna w USA nie jest automatycznie pozbawiona prawa do leczenia, jednak w praktyce dostęp do opieki zdrowotnej bywa utrudniony. W sytuacji zagrożenia życia szpital ma obowiązek udzielić pomocy niezależnie od tego, czy pacjent posiada ubezpieczenie. Problem pojawia się jednak przy leczeniu przewlekłym, wizytach u specjalistów, terapii psychiatrycznej czy leczeniu uzależnień. Choć część osób bezdomnych kwalifikuje się do programów pomocowych, wielu z nich nadal napotyka poważne bariery w dostępie do leczenia.

Nie bez znaczenia są również ceny nieruchomości. W wielu częściach Kalifornii koszty najmu należą do najwyższych w całych Stanach Zjednoczonych. Nawet niewielki kryzys życiowy może sprawić, że część mieszkańców nie będzie w stanie utrzymać mieszkania.
Jak mówi Luis, wieloletni mieszkaniec Los Angeles, podobne historie nie należą do rzadkości.
– Wielu ludzi przyjeżdża do LA z wizją znalezienia pracy, czasem nawet zdobycia niewielkiej roli w filmie. Rzeczywistość okazuje się jednak dużo trudniejsza. Koszty wynajmu są tak wysokie, że niektórzy po kilku tygodniach zostają bez pieniędzy i lądują na ulicy. Z czasem zaczynają sobie nie radzić. Musiałem nawet sprowadzać rodziców jednej dziewczyny, żeby zabrali ją do domu – wspomina.
Władze Kalifornii od lat próbują ograniczać skalę problemu poprzez inwestycje w budownictwo socjalne, programy wsparcia finansowego oraz pomoc zdrowotną. Mimo to liczba osób pozostających bez dachu nad głową wciąż pozostaje bardzo wysoka, a skuteczne rozwiązanie kryzysu wymaga dalszych działań.

Co dokładnie robi rząd Stanów Zjednoczonych?

Joe Biden od początku swojej prezydentury deklarował walkę z bezdomnością jako jeden z ważnych elementów polityki społecznej. W ramach programu American Rescue Plan administracja przeznaczyła miliardy dolarów na pomoc mieszkaniową, wsparcie organizacji społecznych oraz działania skierowane do osób znajdujących się w kryzysie bezdomności.
Rząd federalny rozwijał również programy wspierające budowę mieszkań dostępnych cenowo oraz inicjatywy mające poprawić dostęp do opieki zdrowotnej i pomocy psychologicznej. Szczególną uwagę poświęcono weteranom, którzy od lat stanowią znaczącą grupę wśród osób bezdomnych w Stanach Zjednoczonych.
Administracja Bidena zapowiadała także dalsze działania mające ograniczyć skalę bezdomności poprzez zwiększenie liczby dostępnych mieszkań, rozwój programów wsparcia oraz pomoc w powrocie na rynek pracy.
Nie brakowało jednak głosów krytycznych. Część ekspertów wskazywała, że mimo przeznaczonych środków problem narastał szybciej, niż państwo było w stanie na niego reagować. Szczególnie widoczne było to w Kalifornii, która od lat zmaga się z największą liczbą osób bezdomnych w całych Stanach Zjednoczonych.

USA w przeszłości. Jak Donald Trump podchodził do problemu bezdomności?

Administracja Donalda Trumpa była często krytykowana za niewystarczające zaangażowanie w walkę z bezdomnością. Organizacje społeczne zwracały uwagę, że w czasie jego kadencji liczba osób pozostających bez dachu nad głową nadal rosła.
W 2019 roku administracja zaproponowała ograniczenie części wydatków przeznaczonych na programy pomocowe dla osób bezdomnych, co spotkało się z krytyką ekspertów i organizacji pozarządowych. Sam Trump wielokrotnie wypowiadał się o bezdomności w sposób budzący kontrowersje, wskazując przede wszystkim na kwestie porządku publicznego i bezpieczeństwa.
Nie oznacza to jednak, że administracja całkowicie ignorowała problem. W czasie jego prezydentury część środków przeznaczono na walkę z kryzysem opioidowym, który jest jednym z czynników związanych z bezdomnością. W 2020 roku, w ramach pakietu pomocowego CARES Act, uruchomiono również dodatkowe fundusze wspierające osoby znajdujące się w kryzysie mieszkaniowym oraz organizacje zajmujące się pomocą bezdomnym.

Od Golden State do Sunshine State. Różnice w statystykach pomiędzy stanami

Według raportu Departamentu Zasobów Ludzkich Kalifornii z 2021 roku, w stanie tym w ciągu ostatnich lat odnotowano wzrost liczby bezdomnych. W 2020 roku w Kalifornii było ich około 161 000 tyś., co stanowiło blisko 27% całkowitej liczby w USA.

W przypadku Florydy, według danych z 2020 roku Departamentu ds. Mieszkalnictwa i Rozwoju Miejskiego, liczba osób bezdomnych wynosiła około 31 000 osób, co stanowiło około 5% całkowitej liczby bezdomnych w USA. Można zauważyć, że Kalifornia ma znacznie większy problem z bezdomnością w porównaniu do Florydy.