
W Chiapa de Corzo, poza wszystkimi wierzeniami i historiami, najbardziej dziwi zderzenie dwóch kultur – chrześcijańskiej i indiańskiej, szczególnie ludu Zoque. Proces synkretyzmu religijnego rozpoczął się tutaj podczas inwazji hiszpańskiej na Meksyk i można go obserwować podczas wielu wydarzeń kulturalnych. Starając się rozwikłać zagadkę wierzeń Chiapaneków i poznać oczywiście tutejszą kulturę, udaję się na Fiesta Grande. Dzisiaj Parachicos, potrząsając grzechotkami, barwnie ubrane Chiapaneki, przemierzają ulice, kierując się ku figurze świętego Sebastiana wokół wirujących kolorów, muzyki i tłumu. Właśnie tam, pośród gwaru i rytmu drewnianych instrumentów, dwóch mężczyzn — jeden starszy, drugi młodszy — opowiada mi legendę barwnych tancerzy. Jak większość tutejszych opowieści, i ta istnieje w kilku wersjach. Wszystkie są żywe, żadna nie jest ostateczna.
Według lokalnych wierzeń, pewnego dnia w miasteczku zjawiła się Doña María de Angulo, szukając miejscowego szamana. Jej syn miał być ciężko chory — niektórzy mówią, że cierpiał na tajemniczą chorobę, inni, że nie mógł chodzić. To właśnie tutaj zaczyna się legenda Parachicos. A może raczej: tutaj zaczyna się potrzeba, by ją opowiadać. Istnieje kilka wersji tej historii, jednak żadna nie tłumaczy jasno związku z figurą świętego Sebastiana. Mimo że starałam się dociec na wszelkie sposoby, wielu Chiapanek wydaje się nie zastanawiać się, dlaczego wierzą w uzdrowicieli, szamanów i wróżbitów na równi z chrześcijańskimi świętymi. Co zabawne, co roku spotykają się na Fiesta Grande (z hiszp.: Wielka Impreza lub Wydarzenie) i niektórzy nie potrafią wyjaśnić nawet, skąd wzięło się to wydarzenie. Może, jak pisałam wcześniej, Meksykanie po prostu lubią znajdować powody do świętowania i imprezowania. Pomieszanie różnych wierzeń sprawia też, że trudno jednoznacznie określić historię Parachicos.
Czym są właściwie Parachicos?

Noszą drewniane maski przedstawiające przeważnie cechy europejskie: jasna skóra, zarost i niebieskie oczy, kontrastujące z cechami rdzennych mieszkańców. Mają także okrągłe nakrycie głowy, które, według niektórych, ma naśladować jasnowłosych kolonizatorów. Ich stroje to kolorowe wstążki, pasiaste serapy, haftowane szale, zazwyczaj połączone z ciemną koszulą włożoną w spodnie. Grają również na cynowych grzechotkach zwanych „chinchines”. Poniżej zdjęcie pierwszych napotkanych przez mnie Parachicos.
Kilka wersji tej samej legendy
Najczęściej słyszy się opowieść o bogatej kobiecie, Doñi Maríi de Angulo, która miała przybyć do Chiapa de Corzo z kolonialnej Gwatemali, by ratować swojego chorego syna. Jedni twierdzą, że chłopiec cierpiał na dziwną, niewytłumaczalną dolegliwość. Inni, że po prostu nie mógł chodzić. Według jednej z ludowych interpretacji to właśnie stąd ma pochodzić nazwa Parachico — od słów para el chico, czyli „dla chłopca”. Ale legenda nie kończy się na uzdrowieniu.
W latach 1767–1768 region nawiedziła plaga szarańczy, która zniszczyła uprawy kukurydzy, fasoli, pszenicy i innych roślin. Osłabienie i głód przyczyniły się następnie do epidemii w 1770 roku, w wyniku której zmarły setki mieszkańców. W tym kontekście obecność świętego Sebastiana — patrona chroniącego przed zarazą i chorobami zakaźnymi — zaczyna nabierać większego sensu.
Być może to właśnie dlatego jego figura zajmuje dziś tak ważne miejsce w święcie. Być może w lokalnej pamięci połączył się z opowieścią o Maríi de Angulo, która miała później powrócić do miasta z mułami obładowanymi żywnością i zwierzętami, ratując mieszkańców przed głodem. W niektórych wersjach jej służba i miejscowi tańczyli dla rozrywki chorego dziecka, zakładając maski o łagodnych, europejskich rysach, by go nie przestraszyć. W innych — chłopiec miał umrzeć, a taniec był próbą rozjaśnienia jego ostatnich chwil. Niezależnie od wersji, z tej opowieści rodzi się rytuał.

Na przełomie stycznia i lutego przez kilkanaście dni całe miasto żyje Fiesta Grande. Kobiety ubierają się w bogato haftowane stroje Chiapanek, mężczyźni tańczą jako Parachicos, a ulice wypełniają się muzyką, śmiechem i symbolicznymi postaciami, które jednocześnie bawią i przypominają o przeszłości.
Będąc na paradzie Parachicos odczuwa się jednak atmosferę wesołości i bardziej zwycięstwa na śmiercią, więc jestem skłonna przypuszczać, że o ile historia jest prawdziwa – zakończyła się szczęśliwie.
Tym samym w okresie na przełomie stycznia i lutego kilkanaście dni trwa Fiesta Grande. Kobiety przebierane są w kolorowe, bogato wyhaftowane stroje Chiapanek, mężczyźni – za Parachicos tańcząc wesoło lub też w inne dni święta możemy spotkać ich płeć przebraną w kobiece stroje, wymalowanych i uczesanych, wobec ich najlepszych chęci, aby upodobnić się do Maríi de Angulo.

La Chunta
W niektóre wieczory mężczyźni i dzieci przywdziewają kobiece stroje, malują się i układają włosy, identyfikując się jako Chunta. Ta grupa reprezentuje wiernych sług Marii de Angulo, dobroczyńcy tego obszaru.
Chuntás, jak mówią, reprezentują rdzennych mieszkańców z grupy etnicznej Soctón lub Chiapaneca — którzy w okresie kolonialnym pod osłoną przebrania wymykali się poza granice miasta, udając codzienne obowiązki kobiet. Spotykali się w ten sposób z innymi rdzennymi grupami i organizowali opór wobec Hiszpanów. Była to ich strategia. Forma sprytu. Cicha odmowa podporządkowania się inwadorom.
Taniec nigdy nie jest tylko tańcem, a kostium nigdy nie jest wyłącznie ozdobą. Pod warstwą święta kryją się pamięć, trauma, wdzięczność, bunt i wiara. Wszystko naraz.

„La Chuntá”
(W języku Chiapaneków: służący albo sługa)
Byli to mężczyźni z grupy etnicznej Soctón, znanej także jako Chiapanekowie, którzy przebierali się za kobiety zgodnie ze starym zwyczajem.
Starcy opowiadają, że rdzenni Soctónowie nie chcieli podporządkować się konkwistadorom. Dlatego przebierali się za kobiety udające służące i opuszczali granice miejscowości, pozorując wykonywanie codziennych prac, aby spotykać się z innymi rdzennymi mieszkańcami i organizować walkę przeciw Hiszpanom, tak by nie zostać zniewolonymi.
Rodzina Madrigal Nigenda
i grupa „Pandilla de Chuntá Amigos del Jerry”.



To miejsce pokazuje, że kultura nie rozwija się w sposób czysty i uporządkowany. Powstaje raczej z nawarstwień — z podboju i przetrwania, z religii i magii, z cierpienia i zabawy. A ludzie, nawet jeśli nie potrafią już dokładnie wyjaśnić źródła swoich rytuałów, nadal niosą je dalej. Jakby sama obecność tych historii była ważniejsza od ich jednoznacznego sensu.
